Zajęło mi to kilka ładnych lat w opiece, stanęłam na nogi!

Historie Opiekunek lut 07, 2021

Moje życie zanim zostałam opiekunką

Zdecydowałam, że i ja napiszę. Może nie będę umiała tak wszystkiego dokładnie opowiedzieć, tyle, co dam radę. Urodziłam się w dosyć niezamożnej rodzinie i jak to zwykle bywa w takich rodzinach, wcześnie urodziłam dziecko. Wyszłam za mąż. Tak, tak, taka była kolejność. Najpierw zaszłam w ciążę, a potem, żeby to jakoś wyglądało, wzięliśmy ślub. Mieliśmy wtedy po 18 lat. Córkę urodziłam, jak miałam 17. Musiałam wcześnie zacząć dorosłe życie, nawet nie skończyłam technikum. Skończyły się koleżanki, wychodzenie wieczorami z koleżankami. Moje życie to było małe dziecko, pieluchy, karmienia. Ojciec dziecka, a mój pierwszy mąż skończył zawodówkę i miał wtedy dobrą pracę w niedużym zakładzie. Zamieszkaliśmy w kawalerce, ja zajmowałam się dzieckiem i chciałam wrócić do szkoły, ale nie wyszło, bo pojawiło się drugie dziecko. Urodziłam drugą córeczkę. Musiałam zapomnieć o skończeniu szkoły.

Dobre lata życia

To był dobry czas w moim życiu, mówię tak, nawet jeżeli małżeństwo po prawie 10 latach rozpadło się. Byliśmy za młodzi, teraz to wiem. Ja chciałam zrobić coś dla siebie, on pracował i nie patrzył na to, że ja też chcę coś robić. Ale to były lata, kiedy na świat przychodziły córeczki i dzisiaj to wspominam jako dobry czas. Byłam młoda, teraz myślę, że bardzo młoda byłam wtedy, i nie mogłam pogodzić się z tym, że nie mam czasu na pracę, na jakąś naukę albo kursy. Buntowałam się i często się kłóciliśmy. Zaczęłam popadać w depresję, nic nie robiłam, tylko zajmowałam się domem.

Rozpoczęcie pracy

Nasze drogi się rozeszły. Ja wyjechałam z dziećmi do siostry, na szczęście miałam w niej duże wsparcie. To dzięki niej zaczęłam zaoczną szkołę, skończyłam swój kierunek i rozpoczęłam pracę w recepcji hotelu. Nie było łatwo, ale byłam szczęśliwa, że mam inne zajęcie, niż dzieci.

Nowa znajomość

Dosyć szybko poznałam swojego drugiego męża. Tylko jak go poznałam, to dopiero musiałam wziąć rozwód z tym pierwszym. Wcześniej nie myślałam, żeby pozałatwiać z nim sprawy. Dopiero drugi mój mąż otworzył mi oczy na to, co powinnam. Że muszę wystąpić o alimenty, wszystko policzyć, ile wydaję na dzieci i chociaż ojciec dziewczynek płacił jakieś pieniądze, to ten przekonał mnie, że to są śmieszne pieniądze. No i skłócił mnie swoimi radami z ojcem dziewczynek. Wzięłam rozwód, bo i tak nie żyliśmy razem już kilka lat.

Kolejne małżeństwo

Mój nowy mąż był, jak to się mówi, czarujący. Zakochałam się bez reszty i myślałam, jak to się mówi, że złapałam Pana Boga za nogi. Miał dobry kontakt z moimi dziewczynkami, spędzał z nimi czas. No i znowu kolejne dziecko się pojawiło. Cieszyliśmy się oboje, dziewczynki też, chodziły już do podstawówki. Jak urodziłam synka, zaczęło coś się zmieniać w moim wymarzonym księciu. Miał dobrą pracę, zarządzał grupą ludzi i zaczął mieć coraz więcej obowiązków. Tłumaczył, że przyda nam się więcej pieniędzy. Ja oczywiście do pracy nie wróciłam, bo niby jak, cały czas byłam sama z dziećmi, obowiązków przybywało. Dziewczynki były moje, wszystko, co z nimi było związane, musiałam robić sama. Szybko zleciały lata, kiedy synka posłaliśmy do przedszkola.

Zdrada

Mój nowy mąż odszedł do innej. Dziś na to patrzę już bez bólu. Nawet żalu nie mam. Wtedy myślałam, że to koniec świata. I znowu z pomocą przyszła mi moja siostra. Ona nie założyła swojej rodziny, była sama i pracowała sama dla siebie. Zawsze troszczyła się o mój los. Była jakby ta rozważniejsza. Żeby nie ona, nie wiem, jakbym skończyła. Mąż złożył sprawę rozwodową, poszło szybko, nie miałam siły się bronić. Zostałam sama z trójką dzieci. Tylko ta, która wie, jak to jest, kiedy mąż odchodzi do młodszej, zgrabniejszej i jeszcze nie rodzącej dzieci, może sobie wyobrazić, co wtedy przeżywałam.

Nowe życie

Pozbierałam się jakoś. Zajęło mi to kilka ładnych lat. Stanęłam na nogi. Zaczęłam radzić sobie sama. Praca, szkoły, przebywanie z dziećmi. To było moje życie. I pilnowanie alimentów. Życie samotnej matki nie należało do najłatwiejszych. Ale już nie chciałam się z nikim wiązać. Ułożyłam sobie wszystko, dzieci rosły, ja pracowałam i cieszyłam się, że odzyskałam spokój.

Praca w opiece osób starszych

Miałam trochę więcej czasu dla siebie, jak dzieci rosły. Zaczęłam rozglądać się za dodatkowymi zajęciami. Zawsze przejmowałam się życiem ludzi, którzy sami już nie byli w stanie się sobą zajmować. Tak trafiłam na kurs pomocy i opieki nad osobami starszymi. Spodobało mi się niesienie pomocy tym ludziom. Zaczęłam dorywczo udzielać im pomocy. Szybko zdobyłam kontakt do starszych dwóch ludzi, chodziłam do nich popołudniami albo w soboty i robiłam zakupy, sprzątałam, rozmawiałam, piliśmy herbatę. Lubiłam spędzać z nimi czas, słuchać i wyręczać. Jakoś czułam, że i oni czekają, aż do nich przyjdę i zajmę się nimi. Wpadało mi trochę grosza z tego zajęcia. Potem jedno z nich trafiło do szpitala, to znalazłam inną panią.

Myśl o wyjeździe za granicę

W internecie znalazłam firmy, które zajmowały się taką pracą za granicą. Zadzwoniłam i nie mogłam uwierzyć, że można zarobić tyle pieniędzy. Było jedno ale. Trzeba było znać język.

Kurs językowy dla opiekunek

Zapisałam się na kurs języka niemieckiego dla opiekunek. Poznałam ledwo podstawy, ale już z tym mogłam wyjechać do Niemiec. Wcale nie było łatwo na początku. Dogadywałam się z telefonem w ręku i jakoś szło. Niektórzy dziadkowie i babcie byli mili, a czasem trafiło się takie miejsce, gdzie ciężko było wytrzymać miesiąc. Zawsze jakoś umiałam sobie ułożyć w miarę ten kontakt z podopiecznym. Raz tylko przytrafiło mi się tak, że nie mogłam znieść takich staruszków, a oni chcieli, żebym do nich przyjeżdżała i to na jak najdłużej. Nawet spędziłam z nimi jedne święta, tak się uparli. A że święta dodatkowo były płatne, byłam sama, dzieci miały zaplanowane ze swoimi partnerami święta, to zostałam.

Koszmar na zleceniu w Niemczech

Potem zmieniłam dziadków, bo już nie chciałam wracać. Trafiłam niedobrze. Wysokie zarobki skusiły mnie i wyjechałam daleko na południe Niemiec. Ciężko mi było stamtąd przenieść się na inne zlecenie. Musiałam męczyć się tam prawie miesiąc. Opiekowałam się babcią, która tak mnie wykończyła psychicznie, że musiałam prawie iść na leczenie. Traktowała mnie okropnie, wykrzykiwała wyzwiska, ciągle rozkazywała i zmuszała do zajmowania się tym, czym nie powinnam. Była okropna i szczerze nienawidziłam tej kobiety. Szybko musiałam wyjechać, jak zaczęłam myśleć, że coś jej zrobię, jak jeszcze raz podniesie głos. Schudłam z nerwów 15 kg, mało jadłam i mało spałam. Starsza pani wybudzała mnie non stop. Nic nie dało się z tym zrobić. Firma straszyła, że nie zapłaci.Nie patrzyłam na nic, zamówiłam busa i wróciłam do Polski.

Odpoczynek po powrocie ze zlecenia

Po tym ostatnim, musiałam zatrzymać się na dłużej w domu. Odnowiłam wtedy kontakt z moim pierwszym mężem. To przez dzieci. One jakoś zorganizowały wspólną uroczystość. Zobaczyłam, że całkiem dobry człowiek z niego, tylko zapracowany. Odnowiliśmy swoją relację. Zaczęliśmy nawet planować, co zrobimy w następnym tygodniu, potem w miesiącu, aż on się do mnie wprowadził. Pamiętam, jak wstydziłam się tego przed dziećmi. Co one sobie pomyślą o mnie. I o nas? Że zgłupieliśmy na stare lata. Chociaż tacy starzy nie byliśmy. Ale znaliśmy się, nie chciałam poznawać nowego jakiegoś mężczyzny po drugim małżeństwie, miałam uraz. Teraz byłam mądrzejsza i przestały mi przeszkadzać rzeczy, które mnie drażniły, jak byłam młodsza.

Dzieci ucieszyły się okropnie, ale jakoś tak dziwnie na nas patrzyły. I tak uważałam, że myślą o nas, że zwariowaliśmy.

Wspólny wyjazd do pracy

Dużo zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości. Chcieliśmy, żeby to wszystko jakoś wyglądało. I żeby nie męczyła nas już samotność. Bo niby dobrze sobie radziliśmy w pracy, on i ja, ale jakoś czegoś ciągle brakowało. Zaczęliśmy patrzeć za pracą dla niego za granicą. Ale się rozpisałam.

Ułożenie życia po wyjeździe do pracy

W każdym razie wylądowaliśmy oboje w pracy za granicą. Trochę to trwało, on nie od razu rzucił pracę w Polsce. Długo się zastanawiał i wahał. Nie znał języka, ale do pracy nie był mu potrzebny. Po kilku miesiącach zdecydował się, chyba trochę bał się, że znowu się rozejdziemy.

Teraz pracujemy oboje w Niemczech

Często nie widujemy się, mijamy, ale jak mamy wspólny wolny czas, to zawsze robimy sobie małe wyjazdy do miasta. Raz nawet udało nam się wyjechać na wakacje. Myślimy o tym, żeby zarobić na dom w Polsce. Wybudować albo kupić. A ja jestem w trakcie szukania pracy stałej, bo już nie chcę tak pracować, że muszę być cały czas przy babci albo dziadku. Właśnie znalazłam dobre oferty, jestem po rozmowach i będę chciała mieć umowę na normalną pracę za granicą. Jak to wszystko się ułoży, tego dziś nie wie. Zobaczymy. Pozdrawiam wszystkie Panie pracujące za granicą. Bardzo was rozumiem. Ja tu nie opisałam wszystkiego, co mnie spotkało. Tak chciałam, ale chyba nie ma po co wracać, co było niedobre i smutne. Trzeba żyć tym, co dobre.

Nie napisałam, ile przepłakałam nocy u podopiecznych. Nie mówiłam nic o rodzinie, bo dzieci, chociaż duże, to swoje przeżyliśmy. I innych trudnych spraw. Zawsze byłam za tym, żeby trzymać się tego, co nadaje siłę.

Tagi

Świetnie! Zostałeś pomyślnie zapisany.
Świetnie! Następnie zakończ płatność, aby uzyskać pełny dostęp.
Witaj z powrotem. Logowanie powiodło się.
Sukces! Twoje konto jest w pełni aktywowane, masz teraz dostęp do całej zawartości.